O autorze
Jakub B. Bączek – podróżnik, z podręcznym bagażem doświadczeń w przedsiębiorczości i sporcie, walizką pasywnych pieniędzy i biletem w podróż dookoła umysłu. Zwiedził listę bestsellerów książkowych, podium Mistrzostw Świata w siatkówce i mównicę na Oxfordzie. Za opowieść o swoich fizycznych i psychicznych podróżach otrzymał owacje na stojąco od ok. 30 000 ludzi w Poznaniu (2015). Swoje pieniądze chętnie wydaje na mieszkania pod wynajem, a swój czas wydaje w nadmiarze na podróże, golfa, buddyzm i siatkówkę. Miał kiedyś rybkę, ale długo z nim nie wytrzymała.

5 rzeczy, za które jestem wdzięczny Michałowi Winiarskiemu

Michał Winiarski – człowiek orkiestra. Rzeczy za które go cenię mógłbym wymienić całe mnóstwo, ale jest pięć historii, które utkwiły mi szczególnie w pamięci, a którymi chciałbym się z Wami podzielić w związku z faktem, że zakończył swoją karierę siatkarską.

#1. Dla Michała sport i praca to nie wszystko. Mimo, że na treningach i na boisku zostawiał zawsze kawał serducha, to potrafił również skupić się na innych sprawach z poza świata sportu i we wszystkie wkładać równie dużo energii. Mało kto wie, że Michał jest utalentowany muzycznie. Niejednokrotnie na zgrupowaniu kadry byliśmy świadkami tego, że śpiewa lepiej niż niejeden estradowy artysta. :) Jako człowiek, który zawsze był w bliskiej komitywie z muzyką nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Pewnie gdybyśmy znali się wcześniej zaliczylibyśmy razem niejedną imprezę karaoke, w których swojego czasu często uczestniczyłem i miałbym wtedy godnego kompana przy wykonie "Stayin' Alive" Bee Gees'ów. Być może jeszcze się to nam uda w przyszłości, kto to wie:)

#2. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, że Michał to człowiek o świetnym poczuciu humoru. Jeśli miałbym wskazać na osobę, która w kadrze dawała zawsze najwięcej powodów do uśmiechu, robiła żarty i była po prostu największym jajcarzem, to właśnie Michał. Mało tego, on miał do tych żartów doskonałe wyczucie, wiedział kiedy, wiedział gdzie, wiedział komu. Były to żarty subtelne, nikomu nie robiące krzywdy, ale jednocześnie na tyle wyrafinowane i kreatywne, że niejednokrotnie po tym jak już ustał śmiech, zastanawialiśmy się jak on na to wpadł. Do historii przeszły już jego "wyprawy krzyżowe" kiedy Bogu ducha winny "krzyżak" oznaczony niepostrzeżenie na plecach plastrem w kształcie krzyża zastanawiał się na treningu czemu koledzy tak dziwnie na niego patrzą. Nie wiedział, że oto właśnie padł ofiarą jednego z dowcipów Michała. Zamiłowanie do żartów i dobrego humoru to jedna z rzeczy, która sprawiła, że nie mieliśmy problemu ze złapaniem wspólnego języka.

#3. Jako zawodnika ceniłem Michała za to, że był doskonały technicznie. Obić blok przeciwnika po małym palcu jego prawej ręki, tak żeby następnie piłka wyszła w aut? Nie ma problemu, co to dla Miśka? Posłać zagrywkę dokładnie w tą a nie inną część boiska – proszę bardzo, mówisz i masz. Kiwka tuż za potrójny blok? A jakże. Taki był Michał. Godziny spędzone na treningach, pełna koncentracja, precyzja i świadomość swojego ciała, a do tego sprawność fizyczna złożyły się na jego doskonałą technikę. Zawsze było mi niezmiernie przyjemnie oglądać jego grę.

#4. Nie mógłbym również nie nawiązać do tego pamiętnego dnia, kiedy w 2014 roku zdobyliśmy z reprezentacją Mistrzostwo Świata w siatkówce mężczyzn. Dzień, którego wspomnienie do dzisiaj wywołuje gęsią skórkę na moim ciele i który również dla mnie był swojego rodzaju przełomem. Kiedy wszyscy zawodnicy zostali już udekorowani medalami, na ręce kapitana naszej drużyny złożony został puchar. Michał stanął wówczas przed podium, chwycił puchar obiema rękami, a następnie wypchnął go energicznie i z niesamowitym entuzjazmem do góry. Wszyscy się oczywiście wtedy bardzo cieszyli, ale ten gest to była taka wisienka na torcie, taki symbol, który na zawsze już utkwił w mojej pamięci. Ten właśnie moment mam przed oczami, kiedy wracam myślami do tamtego pięknego dnia.

#5. Ostatnią rzeczą, którą chciałem przywołać jest upór i wytrwałość, które to cechują Michała. Swoją postawą pokazuje on, że liczy się także to w jakim stylu dążymy do celu, a nie tylko to czy ten cel osiągamy. Minione dwa sezony w Plus Lidze były dla Michała trudne ze względów zdrowotnych. Sezon 2016/2017 rozpoczął od treningów, które poprzedzały specjalistyczne ćwiczenia. Był tak zdeterminowany, że zwykle był ostatnim zawodnikiem, który opuszczał halę sportową. Dawał z siebie wszystko, tak jak to zwykle bywało w przeszłości. Niestety są na świecie rzeczy, na które nie mamy wpływu. Czasami, tak jak i w sporcie, są takie walki, które nie kończą się dla nas wynikiem pozytywnym. Jednak osobę, która przy tym co robi zostawia swoją duszę, nawet przy niekorzystnym wyniku trudno nazwać pokonanym. Na zawsze bowiem zyskuje szacunek, uznanie innych i miejsce w ich sercu i pamięci.

Michał Winiarski - jesteś Wielki. Dziękujemy za wszystko!!!
Trwa ładowanie komentarzy...