O autorze
Jakub B. Bączek – podróżnik, z podręcznym bagażem doświadczeń w przedsiębiorczości i sporcie, walizką pasywnych pieniędzy i biletem w podróż dookoła umysłu. Zwiedził listę bestsellerów książkowych, podium Mistrzostw Świata w siatkówce i mównicę na Oxfordzie. Za opowieść o swoich fizycznych i psychicznych podróżach otrzymał owacje na stojąco od ok. 30 000 ludzi w Poznaniu (2015). Swoje pieniądze chętnie wydaje na mieszkania pod wynajem, a swój czas wydaje w nadmiarze na podróże, golfa, buddyzm i siatkówkę. Miał kiedyś rybkę, ale długo z nim nie wytrzymała.

Głową w mur… (komentarz po Rio)

11 medali dla Polski w Rio to wynik dobry. Nie milkną jednak głosy, że mogło być lepiej i ja się do tych głosów przyłączam. Z dwiema przynajmniej obserwacjami, które moim zdaniem powinny być wzięte pod uwagę w Polskich Związkach Sportowych w najbliższym czasie: po pierwsze, nie ma już zbyt wielu sportowców, którzy nie widzieliby potencjału w gruntownym przygotowaniu mentalny, i po drugie, mało jest Związków, które biorą ten stan rzeczy pod uwagę…

Podczas transmisji olimpijskich takie słowa jak „mentalność”, „psychika” czy „głowa” zostały odmienione przez wszystkie przypadki. Nie przypominam sobie żadnej imprezy sportowej, przy okazji której tak wiele mówiłoby się o przygotowaniu mentalnym polskich sportowców i ich psychice, niż na właśnie zakończonych Igrzyskach. Ważne jest to, że te obserwacje nie padały wyłącznie z ust komentatorów i ekspertów. Kwestie mentalności werbalizowali też sami sportowcy i trenerzy (a to wydaje mi się już pewnym postępem).

Zastanówmy się zresztą sami. Przy założeniu, że mamy 2 drużyny siatkarskie: „A” i „B”, które są identycznie przygotowane pod względem fizycznym, technicznym i sportowym (wszak najlepsze reprezentacje świata różnią się już tylko sportowymi niuansami). Tyle tylko, że drużyna „A” miała możliwość wizualizowania sobie trudnych momentów meczowych i wychodzenia z nich obronną ręką, a drużyna „B” takiej możliwości nie miała. Która ma przewagę w ważnym meczu? Albo weźmy 2 drużyny piłki ręcznej. W ekipie „A” podczas przygotowań zadbano o to, żeby zawodnicy się poznali, polubili, mieli wspólne żarty, swój wewnętrzny język i historie, które ich motywują, a w drużynie „B” (przygotowanej fizycznie na tym samym poziomie) proces integracji był „samorzutny” i odbywał się bez wsparcia kogoś, kto się na tym zna. Która zdobędzie medal? I na koniec: wyobraźmy sobie lekkoatletę „A”, który w finale spotyka się z równie silnym lekkoatletą „B”. Tyle tylko, że „A” potrafi się skoncentrować i być „tu i teraz” podczas zawodów (bo trenował to wielokrotnie wcześniej), a „B” nie. Który z nich osiągnie lepszy wynik?

Świat dzisiejszego sportu, opartego na najnowocześniejszych technologiach, korzystający z odkryć przeróżnych nauk, zglobalizowany i z dostępem do informacji jakiego nie miało jeszcze żadne pokolenie dotychczas, jest skazany na walkę niuansów. Czasami złoty medal zdobywa ktoś kto wygrywa o milimetr, o sekundę lub o jeden oddech… Czy nie było by sensowne, zadbać o to, by w tym równym wyścigu szukać pól przewagi? (w biznesie nazywa się to przewagą konkurencyjną i myślę, że to określenie pasuje i tutaj).

Ze smutkiem obserwowałem ćwierćfinał siatkarzy i mecz Polska vs. USA. Tym bardziej, że odrobinę byłem zaangażowany w pracę męskiej kadry Antigi i w tym sezonie 3 razy miałem okazję się z tym zespołem spotkać. Do Rio nie poleciałem i niestety nie udało mi się uzyskać takiej „chemii” współpracy jak z reprezentacją z 2014 roku, ale jednak, emocje podczas oglądania tego meczu były ogromne i ściskałem kciuki za zawodników z całych sił. Po przegranym meczu przeczytałem dodatkowo, że Andrea Becker (psycholog amerykańskich siatkarzy) przed tym spotkaniem pracowała 1:1 z każdym zawodnikiem i przygotowywała ich mentalnie do twardej gry. („By the way”: Becker zazwyczaj siedzi na ławce trenerskiej podczas meczów USA). Nie można oczywiście powiedzieć, że to miało decydujące znaczenie (i na pewno się na to nie odważę), ale warto zauważyć, że odkrycia i badania współczesnej psychologii, neuronauki, socjologii czy nawet endokrynologii wskazują na to, iż praca z umysłem sportowca daje mierzalne i namacalne efekty. Wygląda na to, że Polacy już to wiedzą. Pytanie tylko, czy z tej wiedzy korzystają…

Może pokutuje jeszcze stereotyp, że trener mentalny będzie po prostu kolejnym „szarlatanem”, który każe się trzymać za ręce, opowiadać o dzieciństwie czy będzie nakłaniał zawodników do wykrzykiwania w hipnotycznym transie „Jestem zwycięzcą!”. Może część działaczy nie wie, że ludzie zajmujący się treningiem mentalnym często są wykształconymi, oczytanymi ludźmi, którzy korzystają z teorii Daniela Kahnemanna, odkryć Tonego Schwartza czy czytają o eksperymentach neuroscience. Nie wiem jaki jest powód tego, że polski sport nie korzysta mocniej z nauk o psychice człowieka, ale wiem jedno. Łatwiej jest poruszać się przez otwarte drzwi niż walić głową w mur. A mam nieodparte wrażenie, że niektóre nacje na polu przygotowania mentalnego korzystają już od lat z otwartych drzwi i być może rzadziej dzięki temu zadają pytanie: „co właściwie się nie udało”…
Trwa ładowanie komentarzy...