O autorze
Jakub B. Bączek – podróżnik, z podręcznym bagażem doświadczeń w przedsiębiorczości i sporcie, walizką pasywnych pieniędzy i biletem w podróż dookoła umysłu. Zwiedził listę bestsellerów książkowych, podium Mistrzostw Świata w siatkówce i mównicę na Oxfordzie. Za opowieść o swoich fizycznych i psychicznych podróżach otrzymał owacje na stojąco od ok. 30 000 ludzi w Poznaniu (2015). Swoje pieniądze chętnie wydaje na mieszkania pod wynajem, a swój czas wydaje w nadmiarze na podróże, golfa, buddyzm i siatkówkę. Miał kiedyś rybkę, ale długo z nim nie wytrzymała.

Dieta niskoinformacyjna czyli 5 metod na uwolnienie potencjału

Książki czy telewizja?
Książki czy telewizja? www.dziecisawazne.pl
Ci z nas, którzy urodzili się w 80. latach lub wcześniej pamiętają jeszcze czasy, które dziś można by określić, jako wolne od mediów. Czasy, które kojarzyły się z ograniczonym i mocno filtrowanym dostępem do informacji. Co ciekawe, nie mam tu na myśli jakiejś prehistorii, bo jak zapewne wiecie Internet w Polsce pojawił się w latach 90. – czyli raptem 25 lat temu. Pytanie, które dziś chcę postawić brzmi: czy igreki i millenialsi w ogóle są w stanie funkcjonować bez ciągłego zalewu informacji?

Sam kilka ładnych lat temu pozbyłem się z mieszkania telewizora. Może wyjdę na ignoranta, ale tygodników też nie czytam, nie prenumeruję żadnego czasopisma informacyjnego (tylko 1 tytuł związany z grą w golfa), ani też nie śledzę newsów w Internecie. Od lat jestem na całkowicie dobrowolnej diecie… Diecie niskoinformacyjnej…



Czasem wychodzę na ufoludka…
Gdzie mieszkają Marsjanie, kiedy odwiedzają zoo? - U foki. Czasem czuję się w towarzystwie jak ów„ufok”, a czasem wręcz słyszę, od co odważniejszych, że jestem dziwny. Dlaczego? Bo nie znam nazwisk obecnych ministrów, nie wiem kto wygrał Ligę Mistrzów w piłkę nożną i prawdopodobnie nie słyszałem o towarzyskim skandalu omawianym przez 50% osób w warszawskim metrze, oczywiście mam na myśli tych, którzy w ogóle o czymkolwiek rozmawiają. Nie wiem, nie znam się i… dobrze mi z tym.

Kilka lat temu stwierdziłem, że politycy mnie wnerwiają. Nie mogłem się powstrzymać od komentowania na świeżo założonym Facebooku ich decyzji, postaw i wypowiedzi. Bez względu na to jaki był odzew mojego fejsbukowego universum (część popierała i pluła jadem razem ze mną, część nie popierała i pluła jadem we mnie), wokół tych tematów powstawały w mojej głowie negatywne emocje. Czasem złość, czasem bezsilność, a czasem także smutek. W końcu zawsze jest coś, na co można ponarzekać, a media dostarczają nam wielu wątków by potrenować nasz sport narodowy: marudzenie!

Jako trener mentalny powtarzam często, że narzekanie to wydatek energetyczny. Tak, tak – to skupia uwagę na rzeczach, na które nie mamy najczęściej wpływu, na osądzaniu innych i na emocjonowaniu się tym, co inni napisali. A w zawiązku z tym, na bok idą rozliczne obszary naszego życia, na które warto tę energię poświęcić. Śledząc kłopoty, błędy czy wpadki innych sami się zwalniamy z refleksji na temat własnych wyborów i postaw. Tak się łatwiej płynie, ale nie do końca w kierunku, który jest dla nas najlepszy. Być może część z poniższych 5 inspiracji uznasz za „sekciarskie”, ale kto wie, może choć jedna z nich wpłynie na Twoje życie – tak jak moje życie zupełnie odmieniła „dieta niskoinformacyjna”.

1. Facebook na Twoim smartfonie
Kilka milionów Polaków zaczyna swój dzień od… czytania wpisów na Facebooku – jeszcze zanim zjedzą śniadanie! Przyznaj z ręką na sercu – ile z tych postów zmienia Twoje życie na lepsze czy daje Ci jakąś inną wartość? Rozumiem, że lubisz wiedzieć co słychać u znajomych, ale tę wiedzę możesz uzyskać także, po prostu ich pytając. Może warto przemyśleć, wyłączenie opcji powiadamiania o aktywnościach znajomych. W ten sposób łatwiej wprowadzić nieco higieny do codziennej rutyny.

Na usunięcie Face z komputera Cię nie namówię, ale może by tak odzyskać dla siebie kilka godzin swojego życia miesięcznie sprawdzając Facebooka tylko na 1 urządzeniu i uwalniając od niego inne…

Co to da? Może porozmawiasz z jakimś żywym człowiekiem lub rano trochę się w tym czasie poruszasz, albo po prostu skupisz się na planowaniu dnia…

2. Szczuplejszy abonament telewizji cyfrowej
Jeśli jesteś abonentem telewizji kablowej, to zapewne masz 200 – 300 kanałów w swoim pakiecie TV – ile z nich oglądasz regularnie czy nawet okazjonalnie?

Czy niższy pakiet zuboży Twoje życie czy raczej wzbogaci wolnym czasem na coś ciekawego? Czy brak piątego kanału z serialami lub siódmej stacji muzycznej spowoduje, że coś ważnego stracisz? Nie, bo i tak tego nie oglądasz a jedynie za to płacisz.

3. Dwa a nawet trzy serwisy informacyjne z rzędu
Czy należysz do tych którzy przed 19-stą zerkają na „Wydarzenia” w Polsacie by o 19:00 włączyć Fakty, a zaraz po nich „Wiadomości”? No i hipnoza "żółtego paska", która trzyma Cię przed ekranem godzina po godzinie.

Zaraz, zaraz, a nie umknęło Ci przypadkiem, że wszystkie te 3 programy z grubsza mówią o tym samym? Mało tego, rzadko zawierają rzeczywiście ważne informacje. Może dlatego, że te rzeczywiście ważne rzeczy nie dzieją się bezustannie.

Jeśli masz dzieci, to one są Twoją ważną sprawą. Nie fajniej byłoby pobawić się z nimi przez 30 minut wieczorem lub choćby pogadać o tym jak im minął dzień? Bezdzietni niech może sięgną po książkę albo wezmą na spacer psa. Świat da sobie radę bez faktów, naprawdę!

4. Dyskusje polityczne na social media
Niedawno zacząłem blokować osoby które nienawistnie piszą o którejś z frakcji politycznych – lub przynajmniej przestaje ich na Twitterze lub Facebooku obserwować. Zrobiłem to nie tylko dlatego, że mało mnie interesują poglądy polityczne moich znajomych i uważam je za sprawę prywatną. Odstrasza mnie poziom dyskusji, inwektywy, agresja. Od tego czasu jestem zdecydowanie spokojniejszy.

Wiem mniej o polityce niż większość Polaków, ale… nie narzekam i uważam to za swój zasób (i wolne miejsce na moim umysłowym dysku twardym). Mam po prostu mnóstwo istotniejszych z mojego punktu widzenia spraw i to właśnie na nie poświęcam swój czas i uwagę. Kiedyś do dobrych manier należało nie poruszanie tematu polityki przy stole. Dzisiejszym stołem po części są social media. Może czasem warto porozmawiać o czymś przyjemniejszym i bardziej rozwijającym? Może o ostatnio przeczytanej książce, świeżo odbytej podróży? Dlaczego nie spróbować? A jak będę chciał pogłębić wiedzę z jakiegoś tematu to przecież wyszukam sobie ją sam i na swoich warunkach…

5. Wakacje bez dostępu do Internetu
Wiem, że to może przyprawić Cię o skurcz żołądka, ale… może by tak wakacje bez laptopa, smartphona i w ogóle bez Internetu (oddychaj głęboko – nie chcę mieć Cię na sumieniu). Wydaje Ci się, że zwariowałem? Niezupełnie.

Mój pierwszy wyjazd do Tajlandii na parę tygodni, bez dostępu do polskich informacji, okazał się jednym z najgłębszych i najbardziej refleksyjnych okresów mojego życia… Nagle okazało się, że mogłem wtopić się w ten odmienny, krzyczący kolorami, drażniący zapachami, przenikający i wibrujący, azjatycki świat. Dobrze jest na jakiś czas odciąć się od tego, czym media w kraju starają się nas karmić codziennie.

Jeśli jednak czujesz, że to by Cię zabiło to może zacznij od wersji ewolucyjnej. Na początek niech to będzie przynajmniej 1 weekend w miesiącu bez Internetu – zobaczysz, że na diecie niskoinformacyjnej wcale nie jest mniej ciekawie. Możesz natomiast zwrócić uwagę na rzeczy, które dotychczas Ci umykały. Może skłoni Cię to do zmiany niektórych, dawnych nawyków? Polecam i wiem co mówię bo to sprawdziłem!

Cenię sobie wolność. Wolność finansową wynikającą z dobrze zainwestowanej gotówki i ze stałych przychodów z kilku źródeł. Wolność rynku, która daje mi możliwość tworzenia biznesów pod prąd i po swojemu. Wolność podróży, dzięki której odwiedzam nawet 20 krajów rocznie bez pośpiechu i często bez stresującego ciśnienia, że wszystko trzeba sfotografować zamiast pobyć sobie ot tak, przejazdem, w jakiejś odmiennej kulturze. I wreszcie WOLNOŚĆ MYŚLENIA. Ta ostatnia oznacza dla mnie to, że mam jak najwięcej swoich myśli w głowie. Nie narzuconych przez polityków, dziennikarzy czy marketingowców. Na pewno nie jestem wolny i od tych, ale na diecie niskoinformacyjnej dbam o to, żeby do mojego mózgu dostało się jak najmniej „śmieciowego pożywienia”. Zamiast smażonych polityków, modyfikowanych opinii i tłustych słów, wolę zdrowe zielone marzenia, naturalne refleksje i… niskoprzetworzoną wiedzę, którą sam pozyskuje tam, gdzie JA tego chcę. Smacznego!!!
Trwa ładowanie komentarzy...